ROZDZIAŁ 5

~Oczami Niny~

O matko! Ale mnie głowa boli! Co się dzieje? Czemu tu jest tak ciemno? A no tak, mam zamknięte oczy. Tylko czemu zdaję mi się, że ważą one tonę? Nie mogę ich otworzyć. Dobra Nina, skup się. Dasz radę! Powoli zaczęłam je otwierać...Jejku jak tu jasno! Zaczęłam szybko nimi mrugać, żeby przyzwyczaić się do światła. Kiedy już wszystko dokładnie widziałam, zobaczyłam stojącego przy oknie chłopaka, który był odwrócony do mnie plecami. A tak właściwie to, gdzie ja jestem? Gdy się tak rozglądałam na wszystkie strony, pod wpływem moich niezgrabnych ruchów, łóżko pode mną zaskrzypiało . Spowodowało to, że chłopak od razu odwrócił się w moja stronę. Łoo... Jaki on przystojny! Ale pewnie jest jak reszta chłopaków, czyli podły, kłamliwy i zdradza przy każdej możliwej okazji. Powoli zaczął podchodzić do mnie, a ja zaczęłam się coraz bardziej oddalać na łóżku. No ale cóż.... Nie jest, aż tak bardzo szerokie jak mi się zdawało. 
-Hej, spokojnie- usiadł na krześle- Ja jestem Carlos Pena i wczoraj znalazłem Cię w parku z podciętymi nadgarstkami, więc zadzwoniłem po karetkę. Musieli ci przytaczać krew, bo bardzo dużo jej straciłaś. Otworzyłam szerzej oczy. Jak najszybciej mogłam, wyciągnęłam ręce spod koca. Przecież ja to wszystko zrobiłam po to, żeby pozbyć się wszystkich problemów i przede wszystkim odejść z tego świata.
-Po co to zrobiłeś?- popłakałam się, a on nie wiedział o czym ja mówię. -Po co mnie uratowałeś?!Chciałam umrzeć!- siedział z szeroko otworzonymi oczami, a ja zawinęłam się w koc i w dalszym ciągu płakałam. 
-Jak to chciałaś umrzeć?- zapytał spokojnie, gdy tylko się otrząsnął. 
-Bo tak! Mam swoje powody!- krzyknęłam 
-Proszę, powiedz mi o co chodzi. Chcę ci pomóc. Chodzi o twojego ojca i te siniaki?- zapytał, a moje oczy przybrały kształt pięciozłotówek. Skąd on o tym wie?! Postanowiłam kłamać.
-Nie.- odpowiedziałam krótko
-Jak to nie?! Już się wszystkiego domyśliłem. Zadzwoniłem do twojego ojca. Aaa no tak- w tym momencie wyciągnął z kieszeni mój telefon. Teraz to już się na maksa wkurzyłam- Gdy z nim rozmawiałem, był całkowicie pijany. Powiedział mi, że gdzieś uciekłaś, ale go to niestety nie obchodziło. Kiedy Cię znalazłem, to oprócz podciętych nadgarstków, miałaś pełno siniaków. Zrozumiałem, że to on ci musiał to zrobić, dlatego uciekłaś!- cały czas mówił z lekko podniesionym głosem.
-Wyjdź!- powiedziałam cicho.
-Co?- rzekł chłopak
-Powiedziałam wyjdź! Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy!- krzyknęłam na tyle głośno, że przyszła pielęgniarka.
-Co to za krzyki? Ooo! Widzę, że Pani się już obudziła. To bardzo dobrze. Pani chłopak przez cały czas przy Pani siedział.- zdębiałam.
-Jak to chłopak?! Ja nie mam chłopaka- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Ale jak to? To kim Pan jest?!- zwróciła się w stronę no tego, jak mu było...Carlosa właśnie!
-No dobra, dobra skłamałem- podniósł ręce w geście poddania- Ale co miałem zrobić? Chciałem się o niej czegoś dowiedzieć, w końcu ją znalazłem. 
-Proszę opuścić salę! Natychmiast! Widać, że pacjentka nie życzy sobie Pana towarzystwa.- pielęgniarka wskazała na drzwi, a chłopak posłusznie wyszedł. 
-Przepraszamy, naprawdę myśleliśmy, że to Pani chłopak. Teraz proszę odpoczywać, zaraz przyjdzie lekarz na kontrolę.- od razu się położyłam i zaczęłam o wszystkim myśleć. Jeśli mnie wypuszczą, nawet nie będę miała gdzie pójść, bo na pewno nie wrócę do ojca alkoholika. No nie wiem... Nie chcę teraz o tym myśleć, bo mi chyba zaraz głowa eksploduje. Po kontroli lekarz uznał, że już jutro będę mogła wrócić do domu. Nie za bardzo ucieszyłam się, gdy to usłyszałam. Muszę coś wymyślić, ale to jutro. Teraz się położę, bo jestem strasznie zmęczona. Po chwili już byłam w krainie Morfeusza. 
Obudziłam się bardzo wcześnie rano. Była dokładnie 4 nad ranem. Nie mogłam zasnąć, więc postanowiłam coś porobić. Hmm... tylko co? Powoli zaczęłam się podnosić, żeby potem stanąć na podłodze. Szybko podbiegłam do okna i usiadłam wielkim krześle, ponieważ podłoga była bardzo zimna. Zaczęłam podziwiać widoki za oknem. Pięknie wygląda Los Angeles o tej porze dnia. Po godzinie mój wzrok z okna, przeniósł  na szafkę stojącą obok mnie. A dokładnie na telefon, który na niej leżał. Powoli wzięłam go w ręce, a następnie odblokowałam. Zobaczyłam, że mam jedną wiadomość. Zastanawiałam się tylko od kogo był. Nie znałam tego numeru, więc zawahałam się, czy warto go czytać. W ostateczności otworzyłam wiadomość. 

"Jeszcze raz bardzo Cię przepraszam za to, że powiedziałem, że jestem twoim chłopakiem. Po prostu się o Ciebie martwiłem. Jeżeli będziesz miała jakiś problem, dzwoń lub pisz o każdej porze dnia i nocy. Mój numer masz zapisany w kontaktach. 
P.S Jeszcze przepraszam za grzebanie w twoim telefonie. Chyba nie jesteś zła?"
Carlos Pena 

 Szczerze mówiąc, bardzo miło z jego strony, że się tak o mnie troszczy. Jeszcze chciałam się upewnić, czy aby na pewno zapisał mi swój numer... nie żeby coś! Po prostu jestem ciekawa. Weszłam na kontakty w telefonie. Długo nie musiałam szukać, bo nie mam za wiele kontaktów. Gdy tylko zobaczyłam jak się nazwał, szczęka mi opadła. Nie mógł tylko napisać swojego imienia i nazwiska? Nie! Nazwał się...Uwaga! Uwaga!.... "TWÓJ BOHATER". No nie, przegina gościu.
Po kolejnych godzinach rozmyślania, usłyszałam pukanie do drzwi. Automatycznie odwróciłam się w tamtą stronę. Stał tam mój lekarz. Szybko mnie przebadał i oznajmił, że już mogę opuścić szpital. Gdy wychodził, dał mi tylko jeszcze wypis i receptę na jakąś maść na ręce. Powolutku się pakowałam i wyszłam ze szpitala, uprzednio żegnając się z pielęgniarkami. Na polu było dość chłodno, a ja miałam na sobie tylko bluzę... chwila chwila. To nie moja bluza. Moja jest mniejsza, ale trzeba przyznać, że bardzo podobna. Czyli to oznacza, że ja mam bluzę Carlosa, a on moją. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

PROLOG

ROZDZIAŁ 1

ROZDZIAŁ 3